Chwila ulotna, nieznaczny życia fragment.
Nawet się nie obejrzysz, a skończysz na dnie.
Pudełko wartości żałośnie zabrzęczy.
Złośliwa percepcja wszystkiemu zaprzeczy.
Zaszepce, przekonując, do ucha. Słuchaj.
Jakże piękny świat, gdy schematem brat. W tym trwaj.
Skryj się w monochromatyzmu złote kratki.
Szukając tej przyziemnej, życiowej swatki.
Bogini miłości, wzorca niewinności.
Nałogu, rozkoszy, pożądania pościg.
Odzienie, używki, pieniądze i dziwki.
W tym szaleństwie wciąż głodny, wciąż śmierci bliski.
Mózg odkładasz na półkę. Tu instynkt działa.
Uczucia, empatię powoli wypala.
Przegniłe społeczeństwo.
Dziś ciało = mięso.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz